Po miesiącu z Garminem Enduro 3 najwięcej mówi o nim nie bateria, mapa ani dokładność GPS, lecz prosty fakt: po zakończeniu testu nadal nie chciałem go zdejmować. Zabrałem go na stadion, do lasu i w góry, na szosę, gravel i rower czasowy, do basenu i na wody otwarte, na siłownię oraz na triathlon. Dzięki temu szybko wyszło na jaw, gdzie ten zegarek jest świetny, a gdzie nadal wymaga kompromisu.
To nie jest przepisana specyfikacja. Najważniejsze liczby pochodzą z mojego użytkowania: 13 dni na jednym ładowaniu przy intensywnym treningu, 5090 m w próbie stadionowej, około 4100 m przy rzeczywistych 5100 m na bieżni mechanicznej i 1866 m na trasie open water liczącej około 1900 m. Deklaracje producenta podaję osobno.
Wpis zawiera oznaczone banery partnerów bloga z linkami afiliacyjnymi. Jeśli z nich skorzystasz, mogę otrzymać prowizję bez dodatkowego kosztu dla Ciebie.
Garmin Enduro 3 w skrócie: duży zegarek do długiego wysiłku
Enduro 3 ma kopertę 51 × 51 × 15,7 mm, ekran MIP 1,4 cala, szkło Power Sapphire, tytanowy bezel i nylonowy pasek UltraFit. Garmin podaje masę 63 g oraz wodoszczelność 10 ATM. W środku są m.in. mapy TopoActive, GPS wielopasmowy, płatności Garmin Pay, pamięć na muzykę i latarka LED. To funkcjonalnie pełnoprawny model z najwyższej półki, ale z inną filozofią niż zegarek nastawiony na efektowny AMOLED. Źródło parametrów: Garmin.

Pierwsze wrażenie jest jednoznaczne: to naprawdę duży zegarek. Na moim nadgarstku 51 mm leżało na granicy komfortu, dlatego przed zakupem warto go przymierzyć. Jednocześnie konstrukcja jest zaskakująco lekka — wyraźnie lżejsza od Fenixa i nawet od mojego mniejszego Epixa Pro Gen 2 47 mm. Podczas wielogodzinnego biegu lub triathlonu wolę właśnie taką praktyczną lekkość niż cięższe poczucie „premium”.
Szafirowe szkło po miesiącu wyglądało praktycznie jak nowe, choć był to egzemplarz testowy używany zapewne wcześniej również przez inne osoby. Nylonowy pasek dobrze dopasowuje się do ręki i stabilizuje zegarek, ale ma konkretną wadę: po pływaniu albo deszczu schnie znacznie dłużej niż silikon.
Ekran MIP: największa zaleta baterii i największy kompromis
MIP nie jest ani bezwarunkowo lepszy, ani gorszy od AMOLED-u. Zużywa mniej energii i pozwala zbudować zegarek, przy którym ładowarka przestaje być codziennym tematem. Wieczorem praktycznie zawsze musiałem jednak uruchamiać podświetlenie. Po latach z AMOLED-em i Always On Display czułem tę różnicę.
Nie potwierdziła się też prosta teza, że MIP zawsze wygrywa w pełnym słońcu. Czytelność zależała od kąta padania światła, a podczas pracy z mapą w lesie bywały momenty, w których wolałbym AMOLED. Jeśli priorytetem jest bateria, argumenty za MIP-em są mocne. Jeśli ważniejszy jest kontrast i wygoda po zmroku, kompromis będzie odczuwalny.
Bateria: 13 dni w moim intensywnym scenariuszu
Po naładowaniu do 100% zegarek pokazał prognozę 38 dni. W praktyce działał u mnie 13 dni. Nie odbieram tego jako rozczarowania, bo w tym czasie zarejestrowałem około 8 godzin jazdy na rowerze, 4 godziny biegania, 3 godziny górskich wędrówek, pół godziny pływania open water i około 2 godziny treningu siłowego. To był normalny dla mnie, ale bardzo aktywny cykl.

Garmin deklaruje do 36 dni w trybie zegarka i do 120 godzin w trybie samego GPS bez wspomagania solarnego. Wartości solarne — do 90 dni w trybie zegarka i 320 godzin GPS — zakładają konkretne warunki oświetlenia. Producent sam zaznacza, że rzeczywisty wynik zależy od tętna z nadgarstka, powiadomień, GPS-u, czujników i innych ustawień. Źródło: instrukcja Garmin Enduro 3.
W moim miesiącu testów nie zauważyłem realnego wpływu ładowania słonecznego na czas pracy. Być może zbyt mało czasu spędzałem w pełnym słońcu albo warunki nie spełniały założeń producenta. Dlatego solar traktuję jako potencjalny bonus, a nie wynik, który potwierdziłem.

GPS i tempo: zegarek, któremu można zaufać w terenie
Na spokojnych biegach wskazania były stabilne, ale najbardziej doceniłem szybką reakcję tempa w terenie i górach. Podbieg, zbieg i ponowne przyspieszenie nie powodowały długiego wyświetlania tempa sprzed kilkunastu sekund. Sygnał satelitarny pojawiał się szybko, a ślady w mieście, lesie, górach i wodzie wyglądały naturalnie — bez nagłych przeskoków i charakterystycznych zygzaków.

Najbardziej miarodajna próba odbyła się na stadionie. Biegłem 12 okrążeń po czwartym torze. Rzeczywisty dystans powinien mieścić się mniej więcej między 5010 a 5130 m; Enduro 3 pokazał 5090 m. To wynik praktycznie idealny jak na pomiar satelitarny na trasie pełnej zakrętów.


Na bieżni mechanicznej było odwrotnie: przy rzeczywistych 5100 m zegarek wskazał około 4100 m. Garmin pozwala jednak po zakończeniu aktywności wpisać poprawny dystans z poziomu nadgarstka. Kolejne treningi mogą dzięki kalibracji zbliżyć wskazania do rzeczywistości, ale mój pierwszy wynik pokazuje, że bez kalibracji nie warto ufać tej liczbie bezkrytycznie.
Tętno z nadgarstka: jedno z największych pozytywnych zaskoczeń
Przez cały miesiąc porównywałem Enduro 3 z pasem piersiowym, Garminem Epix Pro Gen 2 oraz Strydem. Czujnik Elevate 5 w tej konkretnej próbie działał tak, jak powinien. Podczas biegania różnice względem pasa bardzo często wynosiły około jednego uderzenia na minutę. To poziom, przy którym mogłem spokojnie trenować bez pasa, jeśli nie potrzebowałem dodatkowych danych z dynamiki biegu.

Nie rozszerzam tego wniosku na każdego użytkownika i każdą dyscyplinę — optyczny pomiar zależy m.in. od dopasowania zegarka, ruchu ręki i warunków. Mogę powiedzieć tylko tyle: w moich porównaniach biegowych Enduro 3 był bardzo blisko pasa.
Mapy, latarka i funkcje, które naprawdę przydają się w terenie
Prowadzenie po wcześniej przygotowanej trasie działało bardzo dobrze: komunikaty były czytelne, mapa odświeżała się płynnie, a korzystanie z niej w biegu i podczas wędrówki nie wymagało walki z interfejsem. Poprawiło się także wyszukiwanie miejsc bezpośrednio na zegarku. Nadal nie dorównuje telefonowi, ale przestało być funkcją, której wolałbym nie dotykać.

Latarkę LED początkowo uważałem za gadżet. Po miesiącu korzystałem z niej zaskakująco często: do oświetlenia drogi, szukania czegoś w samochodzie i biegania po zmroku. Czerwone światło nie razi tak mocno w nocy, a tryb migania może poprawić widoczność na nieoświetlonej drodze. To jeden z tych dodatków, które szybko stają się codziennym narzędziem.
Rower, basen, open water i siłownia
Na szosie, gravelu i rowerze czasowym GPS działał stabilnie, a zapis trasy nie budził zastrzeżeń. Nie używałem jednak Enduro 3 jako głównego licznika. Przy częstszej jeździe wygodniej patrzeć na Edge’a przed sobą niż obracać nadgarstek. Zegarek sam w sobie wystarczy do rekreacyjnej jazdy, ale duet licznik plus zegarek nadal jest dla mnie lepszy.

Na basenie Enduro 3 poprawnie liczył długości i rozpoznawał style, choć sporadycznie gubił jedną lub dwie długości. Bardzo cenię dziennik ćwiczeń: odcinki z deską lub bojką można uzupełnić o właściwy dystans bezpośrednio po zadaniu, dzięki czemu statystyki całej sesji pozostają sensowne.
W wodach otwartych najbardziej przekonał mnie start na dystansie około 1900 m. Zegarek zapisał 1866 m, a ślad wyglądał naturalnie, bez wyskakiwania na brzeg i dziwnych przeskoków. To jeden konkretny test, nie gwarancja takiego wyniku w każdych warunkach, ale rezultat uważam za bardzo dobry.

Na siłowni wygodnie zmieniałem ćwiczenia, liczbę powtórzeń i ciężar. Automatyczne rozpoznawanie ćwiczeń wykonywanych rękami oraz zliczanie powtórzeń zwykle działało wystarczająco dobrze, a poprawki zajmowały kilka sekund. Mam natomiast wrażenie, że Body Battery niedoszacowywało kosztu treningu siłowego, przy którym moje tętno pozostaje relatywnie niskie. To subiektywne porównanie wskaźnika z samopoczuciem, nie niezależny pomiar obciążenia.
Triathlon: świetna konfiguracja, ale automat pomylił dyscyplinę
Aktywność multisportową można szeroko konfigurować: ustalać kolejność dyscyplin, dodawać przejścia i tworzyć własne zestawy. Ekrany danych zmienia się jednak w ustawieniach konkretnego sportu, nie w samym profilu multisport — warto o tym wiedzieć przed startem.
Automatyczne wykrywanie zmian ma potencjał, ale w moim teście nie było jeszcze niezawodne. Podczas zakładki postój na światłach został uznany za początek strefy zmian, choć po ruszeniu zegarek wrócił do jazdy. Na zawodach w Bydgoszczy po wyjściu z wody poprawnie wykrył przejście, lecz podczas biegu do roweru ponownie uruchomił pływanie, dopisał około 150 m i skrócił zmianę do kilkudziesięciu sekund. Dane poprawiłem później w Garmin Connect. Na zawodach nadal wybieram ręczne przełączanie dyscyplin.

Codzienne używanie i wskaźniki treningowe
Gotowość treningową i Body Battery traktowałem jako drugą opinię, nie polecenie. Najczęściej dobrze potwierdzały moje odczucia: zmęczenie po cięższych dniach i lepszą dyspozycję po odpoczynku. Raporty poranne i wieczorne były krótkie, czytelne i rzeczywiście chciało mi się do nich zaglądać. Pomiar snu poprawnie wychwytywał większość przebudzeń oraz przybliżone pory zasypiania i pobudki.
Hill Score, Endurance Score, czas regeneracji i HRV obserwowałem jako trendy. Nie pozwalałem zegarkowi decydować za mnie, czy mam trenować. Powiadomienia i Garmin Pay spełniały moje potrzeby, natomiast muzyki offline nie używałem, bo korzystam z Apple Music. Przez cały miesiąc system nie zawiesił się ani razu, nie zrestartował i reagował szybko na przyciski.

Największe zalety i wady Garmin Enduro 3
- Największy plus: przewidywalność. GPS, tętno, zapis treningu, mapy i bateria pozwalały mi skupić się na wysiłku, a nie na obsłudze sprzętu.
- Lekkość mimo rozmiaru. 51 mm wygląda masywnie, ale 63 g dobrze sprawdza się w długim treningu.
- Bardzo dobry GPS i tętno w moich testach. Szczególnie mocne wyniki dały stadion, góry i porównania z pasem.
- Kompromis ekranu MIP. Świetny dla baterii, słabszy wieczorem i nie zawsze czytelniejszy od AMOLED-u.
- Pasek wolno schnie. Jest wygodny na sucho, ale po pływaniu wolałbym silikon.
- Automatyczna zmiana dyscyplin wymaga dopracowania. Błąd w triathlonie wystarczył, żebym wrócił do ręcznego sterowania.
- Solar bez potwierdzonej korzyści w moich warunkach. Nie zauważyłem wpływu, więc nie traktuję go jako głównego argumentu zakupowego.
Dla kogo jest Garmin Enduro 3?
Najwięcej zyska ultrabiegacz, triathlonista długodystansowy, kolarz i osoba spędzająca całe dni w górach — ktoś, kto potrzebuje map, pewnego GPS-u i baterii, o której nie trzeba ciągle pamiętać. To także dobry wybór dla użytkownika mocno osadzonego w ekosystemie Garmin Connect.
Nie wybrałbym go jako eleganckiego smartwatcha do biura ani dla osoby, która przede wszystkim chce jasnego AMOLED-u i nie wykorzysta rozbudowanych funkcji sportowych. Przy szczupłym nadgarstku rozmiar 51 mm może rozstrzygnąć sprawę jeszcze przed specyfikacją.
Werdykt po miesiącu
Enduro 3 nie wygrał u mnie jedną widowiskową funkcją. Wygrał tym, że wszystko działało razem: był lekki, dokładny, stabilny i długo pracował. Nie jest idealny — MIP, wolno schnący pasek, triathloniczna automatyka i brak zauważalnego efektu solara są realnymi zastrzeżeniami. Żadne z nich nie przeszkadzało mi jednak na tyle, żebym chciał odłożyć zegarek.
Garmin Enduro 3 nie imponuje tylko w pierwszych pięciu minutach. Najbardziej doceniłem go po kilku tygodniach, kiedy przestałem myśleć o zegarku i mogłem po prostu trenować.
Gdybym dziś szukał zegarka przede wszystkim do sportu wytrzymałościowego, Enduro 3 znalazłby się na bardzo krótkiej liście. Test formalnie się zakończył, a ja nadal miałem go na ręce — i to jest moja najbardziej uczciwa rekomendacja.