2 minuty przed startem myślałem, że nie wystartuję | Enea Bydgoszcz Triathlon 2026

Dwie minuty przed startem pękły okularki. Potem przyszły 31:32 w wodzie, kontrolowane 172 W na rowerze, półmaraton 1:38:21 i wynik 5:07:35.

Dwie minuty do startu, wokół mnie prawie 700 zawodników, a moje okularki właśnie leżą pod nogami z urwanym mocowaniem paska. Po dwóch zerwanych linkach przerzutki, pękniętej dętce i drobnych urazach pomyślałem tylko: czy ja w ogóle wystartuję?

Do Bydgoszczy wróciłem po pięciu latach z bardzo konkretnym celem. W poprzednim starcie właśnie tutaj bieg rozsypał mi się aż do tempa około 7:40 min/km. Teraz chciałem pobiec zupełnie inaczej i sprawdzić, czy miesiące pracy wystarczą, żeby złamać pięć godzin.

To trzeci rozdział projektu Droga do Ironman 2027. W poprzednim odcinku opisywałem awarie roweru, problem z łydką i powrót na open water tuż przed Bydgoszczą. Na starcie nie wiedziałem jeszcze, że lista niespodzianek nie jest zamknięta.

Dzień wcześniej: zrobić wszystko, żeby rano niczego nie zepsuć

Do Bydgoszczy przyjechaliśmy dzień wcześniej: ja, Ola i dziewczyny, a później mieli dołączyć moi rodzice. Mieszkaliśmy niecałe dwa kilometry od strefy zmian i około 400 metrów od startu pływania. Był czas na wspólny obiad, spacer nad Brdą i obejrzenie miejsca startu bez presji.

Marek Soremski przy rowerze pokazuje kartę z pakietu startowego
Pakiet odebrany, rower przygotowany — można było spokojnie zostawić sprzęt w strefie zmian.

Odbiór pakietu poszedł sprawnie. Okleiłem kask i rower, a potem zostawiłem w hali buty, kask, żele i bidony dokładnie tam, gdzie miały czekać rano. Lubię ten model przygotowań: im mniej decyzji w dniu zawodów, tym mniej okazji, żeby coś przeoczyć. Paradoksalnie właśnie żele zostały przy rowerze, więc przed startem jedyną szybką energią, jaką znalazłem, był miód.

Marek Soremski robi selfie w hali wypełnionej rowerami w strefie zmian
Rower, kask, buty, żele i bidony czekały już na poranny start.
RACE READY — planer startowy biegacza. Zobacz produkt TheSorWBiegu.

Dwie minuty do startu i okularki, które miały już dość

Rano było chłodno i świeżo. Zrobiłem rozgrzewkę na lądzie i kilka minut w wodzie, bo pływanie wciąż jest dyscypliną, przed którą czuję największy respekt. Pierwsze zanurzenie głowy było nieprzyjemne, ale po kilku długościach poczułem spokój.

Marek Soremski w piance i żółtym czepku czeka w tłumie przed startem pływania
Jeszcze przed awarią okularków: rozgrzewka zakończona, do startu zostało kilka minut.

Wtedy, dwie minuty przed startem, puścił plastik w moich kilkuletnich okularkach TheMagic5. Nie dało się go zaczepić ani zawiązać. Pobiegłem do organizatorów, a Kuba Kubicki powiedział: „Spokojnie, pomogę ci”. Po chwili wrócił z nową parą. Bez tej reakcji mój start mógł skończyć się, zanim naprawdę się zaczął.

Po założeniu nowych okularków pomyślałem: wszystko, co złe, już się wydarzyło. Teraz mogę się ścigać.

Pływanie: tym razem nie przegrałem z własną głową

Start odbywał się parami co osiem sekund. Pierwsza minuta w wodzie była lekka, potem wrócił ciężki oddech i dobrze znany niepokój. Ktoś dotykał mnie po nogach, więc na kilka ruchów przeszedłem do żabki. Różnica polegała na tym, że tym razem nie pozwoliłem temu momentowi przejąć całego wyścigu.

Powiedziałem sobie, że regularne treningi na basenie nie były po to, żeby teraz odpuścić. Złapałem rytm, trzymałem się środka rzeki i płynąłem dalej. Oficjalny czas 31:32, czyli 1:40/100 m, był znacznie lepszy od planowanych okolic 40 minut. Nurt pomógł, ale największym zwycięstwem było odzyskanie kontroli nad głową.

Garmin zgubił się w drodze do T1 — i właśnie dlatego liczy się oficjalny wynik

Po wyjściu z wody testowany Garmin Enduro 3 prawidłowo rozpoznał początek pierwszej zmiany, ale później uznał bieg do hali za ponowne pływanie. W zapisie FIT pojawiło się przez to 2064 m i 35:22 pływania, a T1 skurczyło się do 42 sekund. Oficjalny pomiar mówi co innego: 31:32 w wodzie i 4:14 w T1.

To dobra lekcja pracy z danymi. FIT świetnie pokazuje przebieg wysiłku, średnie tętno, moc i kadencję, ale nie może zastępować oficjalnych międzyczasów, gdy automat źle rozpozna zmianę dyscypliny.

Rower: pierwszy triathlon, w którym naprawdę kontrolowałem wyścig

Trasa rowerowa miała pięć pętli po 18 km. Była szybka, z kilkoma podjazdami i technicznymi nawrotami. Plan zakładał spokojne 170–180 W, bez szarpania i bez prób odrabiania wszystkiego naraz. Właśnie tego się trzymałem.

Marek Soremski jedzie na rowerze czasowym w pozycji aerodynamicznej
Na rowerze najważniejsza była równa moc, nie pogoń za każdym wyprzedzającym zawodnikiem.

Dane FIT są tu wyjątkowo czytelne: na odcinku rowerowym urządzenie zapisało średnio 172 W, 139 uderzeń serca na minutę, 78 rpm i 32,11 km/h. Oficjalny czas roweru wyniósł 2:49:26, ze średnią 31,9 km/h. Średnia moc trafiła dokładnie w zakładany zakres, choć raport nie wylicza wiarygodnej mocy znormalizowanej z powodu ograniczeń pokrycia i regularności próbek.

Marek Soremski pokonuje na rowerze zakręt wyznaczony pachołkiem
Szybka trasa wymagała koncentracji szczególnie na nawrotach.

Praktycznie od początku jadłem regularnie: najpierw baton, później żel na każdej pętli, do tego elektrolity. Rower po wcześniejszych awariach wreszcie działał bez problemów. Dla spokoju zostałem na dużej tarczy i nie prowokowałem przedniej przerzutki. Jeden nawrót wziąłem zbyt szybko i uratowałem sytuację wypięciem nogi, co wystarczyło jako przypomnienie, że nie warto wygrywać zakrętu kosztem całego startu.

Marek Soremski jedzie na rowerze czasowym widziany od przodu
Pięć pętli, kontrola mocy i rower, który wreszcie działał bez awarii.

Wpis zawiera linki afiliacyjne. Jeśli skorzystasz z bannera partnera, mogę otrzymać prowizję bez dodatkowego kosztu dla Ciebie.

HomeFitnessCode: hantle i bieżnia. 5% zniżki na hasło THESOR.

Bieg: rewanż po pięciu latach

Po oficjalnych 4:02 w T2 wybiegłem spokojny i wciąż czułem, że organizm współpracuje. Nie chciałem ścigać się z innymi ani szarpać tempa. Plan był prosty: złapać mocne, ale komfortowe tempo i utrzymać je do końca.

Marek Soremski biegnie w stroju triathlonowym wzdłuż kanału
Na biegu czekałem na kryzys znany sprzed pięciu lat, ale tym razem nie nadszedł.

Tym razem kryzys z 2021 roku nie wrócił. Z kilometra na kilometr wyprzedzałem kolejnych zawodników. Ola dołączyła na chwilę na trzeciej pętli i rzuciła, że wyglądam, jakbym przyjechał na urlop. Na czwartej pętli wsparcie rodziny znów zrobiło swoje. Temperatura rosła, więc na punktach brałem wodę do picia i na głowę, żele, elektrolity oraz obowiązkowy prysznic.

Marek Soremski biegnie nad Brdą na tle zabytkowej zabudowy Bydgoszczy
Każda pętla prowadziła obok bliskich i dodawała energii do dalszego biegu.

Oficjalny półmaraton zamknąłem w 1:38:21, ze średnim tempem 4:28 min/km i 42. czasem biegu. FIT zarejestrował 1:38:42, średnie tętno 162 bpm i zawyżony dystans 22,31 km. Właśnie dlatego tempo i dystans etapu biorę z oficjalnej karty wyniku, a tętno traktuję jako obserwację z zegarka.

Marek Soremski i zawodniczka biegną uśmiechnięci w strefie finiszu
Na ostatnim kilometrze kalkulacje się skończyły — został niebieski dywan i meta.
nikalab: białko waniliowe i Baza na co dzień. 15% zniżki na hasło THESOR.

Wynik: nie złamałem pięciu godzin — i nie czułem rozczarowania

EtapCzasTempo / prędkość
Pływanie31:321:40/100 m
T14:14—
Rower2:49:2631,9 km/h
T24:02—
Bieg1:38:214:28/km
Razem5:07:35146. miejsce open

W kategorii M40 zająłem 29. miejsce, a wśród mężczyzn 139. Nie złamałem pięciu godzin — zabrakło 7 minut i 35 sekund. Mimo to po przekroczeniu mety nie miałem poczucia porażki. Tego dnia plan zadziałał, nie rozsypałem biegu i potrafiłem wykorzystać przygotowanie.

Karta wyniku Marka Soremskiego z czasem 5:07:35 i międzyczasami triathlonu
Oficjalne międzyczasy są punktem odniesienia tam, gdzie zegarek błędnie rozpoznał zmianę dyscypliny.

Co naprawdę pokazuje plik FIT

Cała aktywność w FIT trwa 5:07:42 i obejmuje 18 123 prawidłowe rekordy próbkowane zwykle co sekundę. Różnica siedmiu sekund względem oficjalnego wyniku jest mała, ale granice etapów zostały zaburzone przez automatyczne wykrywanie dyscyplin. Z tego powodu nie porównuję wprost czasu pływania i T1 z zegarka z kartą zawodów.

Najmocniejsza obserwacja dotyczy roweru: 172 W średniej przy planie 170–180 W potwierdza, że jechałem zgodnie z założeniem. Na biegu średnie tętno 162 bpm pokazuje wyraźnie wyższą intensywność niż 139 bpm na rowerze, ale wszystko było kontrolowane.

Największy zapas widzę dziś na rowerze

Pływanie nadal wymaga pracy, ale w Bydgoszczy największą zmianą nie był czas, tylko sposób, w jaki poradziłem sobie z pierwszym kryzysem. Bieg jest moją najmocniejszą dyscypliną i tym razem potwierdził, że po kontrolowanym rowerze potrafię pobiec równo. Największy rezerwuar minut widzę więc na rowerze: więcej czasu w pozycji czasowej, mocniejsze i bardziej regularne pedałowanie, a także sprawniejsze zmiany.

Bydgoszcz nie dała mi wymarzonej czwórki z przodu. Dała coś ważniejszego: dowód, że po pięciu latach wróciłem jako spokojniejszy i bardziej świadomy zawodnik. Kolejny sprawdzian to IRONMAN 70.3 Poznań, a dalej pozostaje pełny dystans w 2027 roku.

Marek Soremski pokazuje medal po ukończeniu Enea Bydgoszcz Triathlon
5:07:35 nie było złamaniem pięciu godzin, ale było startem bez poczucia zmarnowanej szansy.

Pięć lat temu Bydgoszcz pokazała mi moje słabości. W 2026 roku pokazała, jak długą drogę już przeszedłem — i gdzie czekają następne minuty.

NEWSLETTER THESORWBIEGU

Triathlon to coś więcej niż trzy dyscypliny.

Śledź Drogę do Ironmana 2027 — trening, sprzęt, starty, błędy i kulisy przygotowań.

Zapisując się, zgadzasz się na otrzymywanie newslettera TheSorWBiegu. Z subskrypcji możesz zrezygnować w każdej chwili. Polityka prywatności.

Jeden komentarz

Zostaw odpowiedź