Mam 43 lata, jestem po operacji kolana i po kilku latach wracam na blog z celem, którego nie da się schować w szufladzie: Ironman we Włoszech w 2027 roku. Piszę to publicznie właśnie po to, żeby nie zostawić sobie wygodnej drogi odwrotu.
Nie chodzi mi o samo dotarcie do mety. Chcę zbudować formę cierpliwie, z głową i z poszanowaniem zdrowia. A ponieważ cel bez liczby łatwo rozmyć, stawiam ją jasno: będę celował w wynik poniżej 10 godzin. To ambitny kierunek, nie gwarancja. Cała wartość tego projektu będzie w procesie.

Dlaczego właśnie teraz?
Czas zaczął mi ostatnio chodzić po głowie mocniej niż zwykle. Może to kryzys wieku średniego, a może zwykłe przebudzenie. Widzę, jak rosną moje dzieci. Widzę też, jak zmienia się moje ciało. Kiedyś można było wstać rano, wyjść z domu i biegać cały dzień. Dziś coraz częściej słyszę: „to już nie ten wiek”. Nie kupuję tego.
Wiek nie jest dla mnie przeciwnikiem, z którym trzeba desperacko walczyć. Jest informacją: regeneracja ma znaczenie, siła ma znaczenie, regularność ma znaczenie, a przypadkowe szarpanie treningu ma coraz wyższą cenę. Właśnie dlatego Ironman 2027 nie ma być buntem przeciw metryce. Ma być przemyślanym projektem.
Od kanapy do maratonu poniżej trzech godzin
W 2013 roku podniosłem się z kanapy i postanowiłem przebiec maraton na 30. urodziny. Potem była Korona Maratonów Polskich, a następnie projekt #Crushing3. Przygotowywałem się do niego przez pięć lat i w Manchesterze złamałem trzy godziny. Zdjęcie z mety pokazuje zegar 2:55:33 — dla mnie to nie tylko wynik, lecz dowód, że duży cel można rozłożyć na tysiące małych, zwyczajnych dni.

Wtedy wydawało mi się, że to kulminacja. Z czasem zrozumiałem, że był to raczej prolog. To właśnie ten ogień pchnął mnie później do pierwszych startów w triathlonie i do myśli o pełnym dystansie.
Kontuzja przerwała bieg, ale nie historię
Potem przyszły ból, kontuzja i operacja łąkotki. Był rok bez biegania, około 12 dodatkowych kilogramów i mniej więcej 10 centymetrów więcej w pasie. Były frustracja, bezsilność i depresja. Ubrania trzeba było wymienić na większe, a trudne poranki szybko nauczyły mnie pokory.

Nie chcę dziś udawać, że powrót był prostą linią. Nie był. W 2024 roku wróciłem z wagą około 78 kg. Pod koniec sierpnia 2025 zacząłem naprawdę porządkować codzienność. Dziś ważę około 69 kg, mam 88 cm w pasie i czuję coraz więcej energii. Te liczby nie są medalem — są punktem startowym i przypomnieniem, ile zmieniła konsekwencja.
Jeśli chcesz poznać wcześniejszą część tej historii, opisałem także drogę do kontuzji i artroskopii kolana.
Wpis zawiera linki afiliacyjne. Jeśli skorzystasz z bannera partnera, mogę otrzymać prowizję bez dodatkowego kosztu dla Ciebie.

Ironman Italy 2027: cel jest konkretny
Moim celem jest Ironman we Włoszech w 2027 roku. Nie chcę „byle zaliczyć” i nie chcę rzucać się na dystans po to, żeby cokolwiek udowodnić wiekowi. Chcę stanąć na starcie zdrowy, przygotowany i świadomy pracy, która mnie tam doprowadziła.

Celuję w mniej niż 10 godzin podczas Ironmana w 2027 roku. Możesz to zapisać i zrobić zrzut ekranu. Ja będę pamiętał — i będę do tego dążył.
Dziesięć godzin brzmi dziś jak liczba z innej skali. I dobrze. Wielki cel ma mnie zmuszać do cierpliwości, nie do szaleństwa. Każdy trening, sen, dzień regeneracji, wybór sprzętu i decyzja o odpuszczeniu będą częścią tej samej układanki.

Nie tylko meta: chcę odzyskać życiową formę
Najważniejsze jest dla mnie coś więcej niż czas na zegarze. Chcę wyglądać i czuć się jak w najlepszej formie życia. Chcę zbudować ciało, które poradzi sobie z pływaniem, rowerem i maratonem, ale też z codziennością. Zdrowie nie jest dodatkiem do planu. Jest jego fundamentem.
W marcu 2026 pobiegłem pierwszy od kilku lat półmaraton, w którym naprawdę ścigałem się z czasem. Finisz smakował świetnie mimo problemów z butem. W tym starcie pomogły mi On Cloudboom Strike; osobno opisałem jak sprawdziły się podczas półmaratonu. Ten bieg nie był jeszcze odpowiedzią na wszystkie pytania, ale był ważnym sygnałem: znów potrafię wejść w proces i doprowadzić go do mety.

Projekt bez instagramowego filtra
Uruchamiam projekt TheSor Ironman 2027 i będę dokumentował drogę taką, jaka jest: ze wzlotami, potknięciami, dobrymi decyzjami i błędami. Bez udawania, że każdy trening jest przełomowy, a motywacja zawsze czeka przy łóżku. Interesuje mnie prawda o długim procesie.

To pierwszy osobisty wpis po latach ciszy na blogu i jednocześnie początek nowego rozdziału. Wszystkie kolejne etapy będę zbierał na stronie Droga do Ironman 2027: trening, starty kontrolne, sprzęt, liczby, kryzysy i lekcje.
Nie ma odwrotu
Wiem, że będzie trudno. Wiem też, że właśnie dlatego warto. Jeśli sam wracasz do formy po kontuzji, długiej przerwie albo zwyczajnie po okresie, w którym wszystko inne było ważniejsze — napisz, jaki jest Twój cel. Możemy iść różnymi drogami, ale nie musimy iść sami.
Ironman 2027. Cel: poniżej 10 godzin. Proces zaczyna się teraz.
[…] pierwszym odcinku Drogi do Ironman 2027 postawiłem sprawę jasno: pełny dystans we Włoszech w 2027 roku i ambitna próba zejścia […]