Bieganie kontra rodzina

Bieganie jest moim czasem dla siebie, ale bez rodziny wielu startów by nie było. O wsparciu żony i dziadków, wspólnych finiszach i godzeniu pasji z domem.

Bieganie a rodzina — czy da się to pogodzić? Dla mnie to pytanie o czas dla siebie, wsparcie najbliższych i to, jaki przykład daję dzieciom. Na trening wychodzę sam, ale bez mojej rodziny wielu startów i spełnionych marzeń po prostu by nie było.

To osobista historia opublikowana w lutym 2017 roku. Opisane sytuacje, wiek dzieci i wspomnienia z zawodów odnoszą się do tamtego okresu.

Czas dla siebie: czy bieganie jest egoizmem?

Bieganie robię przede wszystkim dla siebie. Kilka razy w tygodniu zostaję sam ze swoimi myślami. To moja odskocznia od codziennych obowiązków i stresów — zarówno w pracy, jak i w domu. Czuję, że potrzebuję tego czasu, żeby być lepszym człowiekiem, pracownikiem, a przede wszystkim mężem i ojcem.

Kiedyś trafiłem na zdanie: „You can’t pour from an empty cup. Take care of yourself first”. W wolnym tłumaczeniu: nie nalejesz z pustego kubka, więc zadbaj też o siebie. Ta myśl dobrze oddaje, czym jest dla mnie trening.

Rysunek kubka z angielskim napisem przypominającym, by zadbać o siebie.
„Nie nalejesz z pustego kubka” — myśl o potrzebie zadbania także o siebie.

Nie rozwiązuje to jednak całej sprawy. Mój czas na bieganie trzeba pogodzić z potrzebami pozostałych domowników. Szczególnie gdy w domu jest dwoje małych dzieci i każde z nich co chwilę potrzebuje uwagi.

Bieganie a rodzina: bez wsparcia żony byłoby trudno

Staram się układać grafik tak, żeby biegać lub ćwiczyć, kiedy dzieci jeszcze śpią albo już zasnęły. Nie zawsze się to udaje. Są sytuacje, w których sam nie dałbym rady — i wtedy wsparcie żony ma ogromne znaczenie.

Tak było choćby podczas mojego #wyzwanieRW. Awaryjnych sytuacji w tamtym miesiącu pojawiło się sporo. Opisałem je w podsumowaniu wyzwania Runner’s World.

Nie chodzi tylko o opiekę nad dziećmi. Bywają dni, kiedy mam kryzys i zwyczajnie nie chce mi się wyjść. Żona potrafi mnie wtedy zmobilizować, czasem wręcz „wypchnąć” za drzwi. Tak, mnie też dopada brak chęci do treningu.

Autor z żoną w strojach biegowych i z numerami startowymi 4610 i 4604.
Wspólny start z żoną podczas Nocnego Półmaratonu we Wrocławiu.

Często na zawody jedziemy całą czwórką. Ja biegnę, a żona z córkami kibicują przy trasie. Za moim startem stoi więc również ich czas i wysiłek. Łatwo skupić się na własnym biegu, ale warto pamiętać, kto pomaga go zorganizować.

HomeFitnessCode: hantle i bieżnia. 5% zniżki na hasło THESOR.

Dziadkowie i rodzice — wsparcie, którego nie widać w wynikach

Przy dalszych wyjazdach pomoc dziadków bywa nieoceniona. Czasem zostają z dziećmi, żeby oszczędzić im długiej podróży. Innym razem pomagają dotrzeć na start i ogarnąć cały dzień zawodów.

Tak było podczas Silesia Półmaratonu w 2016 roku. Rodzice przyjechali po mnie i starszą córkę o dziewiątej. Żona z młodszą miały dojechać później. Dzięki temu mogłem spokojniej przygotować się do biegu. Przed dziesiątą pożegnałem się z bliskimi i poszedłem na rozgrzewkę.

Rodzinne selfie z dziećmi; na pierwszym planie dziewczynka z pomalowaną twarzą.
Silesia Półmaraton 2016 — rodzina była częścią tego dnia.

Więcej o samym starcie napisałem w relacji z Silesia Półmaratonu 2016.

Kiedy biegliśmy z żoną Nocny Półmaraton we Wrocławiu, córka została z teściami. Przy wyjazdach do Warszawy pomagali moi rodzice. A gdy żona była w drugiej ciąży, na maraton w Krakowie towarzyszyli mi rodzice i brat. Bez ich wsparcia te starty po prostu by się dla mnie nie odbyły.

Planowanie treningów i startów to sprawa całej rodziny

Z tych doświadczeń wynika dla mnie prosta rzecz: wpisanie biegu do kalendarza to dopiero początek. Potrzebny jest jeszcze plan dojazdu, opieki nad dziećmi i czasu po zawodach. Sam numer startowy nie załatwia rodzinnej logistyki.

Przy planowaniu kolejnego startu warto wspólnie ustalić, kto jedzie na zawody, kto zajmuje się dziećmi i ile czasu zajmie cały wyjazd. Trening łatwiej zmieścić w tygodniu, kiedy bliscy wiedzą, kiedy się odbędzie, a ich potrzeby również mają miejsce w kalendarzu.

RACE READY — planer startowy biegacza. Zobacz produkt TheSorWBiegu.

Kibicowanie: znajoma twarz potrafi zmienić bieg

Widok bliskiej osoby na trasie daje mi dodatkową motywację. Gdy wiem, że gdzieś czekają żona, córki, rodzice, brat czy teściowie, biegnie mi się lepiej. To jeden z powodów, dla których tak lubię dzielić z nimi dzień zawodów.

Maraton Wrocławski 2014 — finisz z Martynką

Szczególnie pamiętam Maraton Wrocławski w 2014 roku. Od dawna chciałem pokonać ostatnie metry z Martynką, która miała wtedy trzy i pół roku. Na wcześniejsze maratony jej nie zabieraliśmy — bywało za daleko albo organizacyjnie niewygodnie.

Na ostatnich 500 metrach wypatrywałem żony i córki. Zobaczyłem je około 200 metrów przed metą. Ola podała mi Martynkę, a ja wziąłem ją na ręce. Byłem zmęczony, ale dostałem nowy zastrzyk sił. Ostatnie 50 metrów przebiegliśmy już za rękę.

Autor z numerem 3455 biegnie za rękę z córką obok barierek na trasie maratonu.
Maraton Wrocławski 2014 — ostatnie metry pokonane z Martynką za rękę.

Martynka śmiała się na głos, kibice nas oklaskiwali, a po przekroczeniu mety od razu przekazałem jej medal. Sam finisz maratonu zawsze budzi we mnie silne emocje. Możliwość podzielenia się tą chwilą z rodziną dołożyła do nich coś, czego nadal trudno mi ubrać w słowa.

Pełną historię znajdziesz w relacji z Maratonu Wrocławskiego 2014.

Maraton w Opolu — kiedy myśl o dzieciach pomagała dotrwać

W Opolu obecność rodziny miała dla mnie inne znaczenie. Było ciężko i chciałem zrezygnować. Myśl o córkach czekających na mecie pomogła mi kontynuować bieg. W tamtej chwili czułem presję, żeby jako tata dać radę za wszelką cenę.

Biegacz leży na plecach na chodniku, a obok stoją bliscy z dziećmi i wózkiem.
Po maratonie w Opolu — zmęczenie i obecność najbliższych.

To opis emocji z konkretnego startu, a nie zasada, że rodzic musi być niezniszczalny albo zawsze ukończyć zawody. Rodzinne wsparcie nie powinno zamieniać się w obowiązek udowadniania czegokolwiek wynikiem.

Ten bieg opisałem w tekście „Przygotowanie przygotowaniem, a maraton i tak rządzi się swoimi prawami”.

nikalab: białko waniliowe i Baza na co dzień. 15% zniżki na hasło THESOR.

Dawanie przykładu bez narzucania własnej pasji

Chciałbym, żeby moje dzieci polubiły aktywność fizyczną. Cieszy mnie każdy moment, kiedy widzą mnie wracającego z niedzielnego wybiegania albo mogą towarzyszyć mi na zawodach. Mam nadzieję, że zostaną im z tego dobre skojarzenia: ruch, wspólny czas i radość.

To jednak moja pasja. Dobry przykład nie musi oznaczać, że dzieci wybiorą dokładnie ten sam sport. Ważniejsze jest dla mnie, żeby zobaczyły, ile przyjemności może dawać aktywność i dzielenie jej z bliskimi.

Podsumowanie: bieganie staje się sportem drużynowym

Na trasie biegnę sam, ale mając rodzinę, uprawiam ten sport dzięki całej drużynie. Żona, dzieci, rodzice, teściowie i brat są częścią wielu moich startów — nawet jeśli w wynikach widnieje tylko moje nazwisko.

Czy bieganie sprawia, że jestem gorszym mężem albo ojcem? Sam fakt posiadania pasji nie daje mi takiego poczucia. Znaczenie ma to, jak godzę ją z życiem bliskich i czy potrafię docenić ich wsparcie. Dla mnie najpiękniejsze chwile to właśnie te, którymi mogę się z nimi podzielić.

A jak wygląda to u Ciebie? Biegacie razem, kibicujecie sobie czy szukacie miejsca na trening między rodzinnymi obowiązkami? Napisz w komentarzu.

NEWSLETTER THESORWBIEGU

Zostań z TheSorWBiegu na dłużej.

Bieganie, triathlon, testy sprzętu i praktyczne materiały prosto na mail. Bez spamu.

Zapisując się, zgadzasz się na otrzymywanie newslettera TheSorWBiegu. Z subskrypcji możesz zrezygnować w każdej chwili. Polityka prywatności.

Dodaj komentarz