Biegacz u dietetyka

Biegałem ponad 2000 km rocznie, ale brakowało mi planu odżywiania. Moja wizyta u dietetyka podczas przygotowań do maratonu poniżej 3 godzin.

Biegacz u dietetyka — czy to ma sens, jeśli jestem amatorem? Biegałem ponad 2000 kilometrów rocznie, ćwiczyłem i próbowałem jeść zdrowiej. A mimo to czułem, że moje odżywianie nie nadąża za ambicjami. W przygotowaniach do maratonu poniżej trzech godzin postanowiłem więc sprawdzić, co mogę uporządkować z pomocą specjalisty.

To relacja z grudnia 2017 r., z początków projektu Crushing3. Liczby i cel wagowy opisują moją ówczesną sytuację. Dopiski redakcyjne z października 2026 r. oddzielają tamte doświadczenia od ogólnych zaleceń.

Biegacz u dietetyka: skąd ten pomysł?

Po co biegam? Żeby sprawdzać swoje możliwości, poprawiać wyniki i dobrze czuć się we własnym ciele. Nie będę udawał: wygląd też miał dla mnie znaczenie. Kiedy zaczynałem, marzyła mi się sylwetka faceta z reklamy Calvina Kleina. Myślałem, że bieganie i ćwiczenia ogólnorozwojowe załatwią sprawę.

Mijały kolejne lata. W kwietniu 2018 r. miało upłynąć pięć lat od mojego biegowego początku. Zdrowszy styl życia przyniósł efekty, ale wciąż szukałem tego ostatniego szlifu. Do tego doszedł konkretny cel sportowy: w ramach #crushing3 porządnie złamać barierę trzech godzin w maratonie. Samo dokładanie kilometrów przestało mi wystarczać.

Zdrowe produkty to jeszcze nie plan

Odkąd zacząłem biegać, sporo zmieniłem w jedzeniu: pojawiły się zielone koktajle i owsianki, ograniczyłem fast foody. Problemem była regularność. Kilka dni dobrego odżywiania przeplatało się z kilkoma dniami odpuszczania. Do tego słodycze, piwo i brak planu na całość.

Zdarzało mi się obudzić o trzeciej w nocy i zjeść pół słoika Nutelli albo tabliczkę czekolady. Nie traktuję tego dziś jako dowodu na brak charakteru. To po prostu część uczciwego opisu moich ówczesnych nawyków — i coś, o czym warto było powiedzieć podczas konsultacji.

W niektórych miesiącach biegałem 200–300 kilometrów i dorzucałem ćwiczenia uzupełniające. Chciałem lepszych wyników, ale nie miałem równie uporządkowanego podejścia do posiłków. Potrzebowałem czegoś bardziej konkretnego niż kolejny zryw „od jutra jem zdrowo”.

HomeFitnessCode: hantle i bieżnia. 5% zniżki na hasło THESOR.

Wizyta w High Level Center

Wybrałem High Level Center i spotkałem się z Jagodą Podkowską, zajmującą się żywieniem sportowców. Chciałem przyjrzeć się swojemu odżywianiu w kontekście treningu i celu maratońskiego, zamiast dalej zgadywać na własną rękę.

Marek Soremski z Jagodą Podkowską przy recepcji High Level Center
Wizyta w High Level Center podczas przygotowań do projektu Crushing3, grudzień 2017 r.

Wcześniej opisywałem też mój eksperyment z dietą bezglutenową. Wtedy czułem się lżejszy i miałem więcej energii. To było moje subiektywne doświadczenie, a nie dowód, że samo wykluczenie glutenu poprawia wyniki każdego biegacza.

Moje pomiary z grudnia 2017 r.

  • Masa ciała: 69 kg.
  • Wzrost: 173 cm.
  • Obwód pasa: 89 cm.
  • Wynik analizy składu ciała: 18,8% tkanki tłuszczowej, czyli około 13 kg przy tej masie ciała.

Najbardziej zaskoczył mnie ostatni wynik. Wagi domowe, z których wcześniej korzystałem, pokazywały zwykle 10–14%. Różnica była spora i dała mi do myślenia. Zachowuję te liczby jako zapis tamtej wizyty; nie mam jednak podstaw, żeby na ich podstawie uznać jeden pomiar za bezbłędny albo porównać dokładność urządzeń.

W pierwotnej relacji wspominałem również o korzystnej ocenie mięśni i nawodnienia. Bez pełnego raportu, nazwy urządzenia i warunków badania nie rozwijam tych informacji w ocenę zdrowia czy regeneracji. Sama liczba na wydruku nie opowiada całej historii.

Co chciałem zmienić po konsultacji?

Podczas spotkania rozmawialiśmy o stopniowej redukcji około 5 kg i masie w okolicach 64 kg, z założeniem ochrony mięśni. Był to mój ówczesny, indywidualnie omawiany kierunek. Nie podaję go jako „idealnej wagi biegacza” ani przepisu na szybszy maraton.

Najważniejsze było dla mnie uporządkowanie jedzenia. Czasem jadłem za dużo, czasem za mało, a czasem po prostu wybierałem posiłki, które mi nie odpowiadały. Chciałem mieć plan i konsekwentnie go realizować — tak samo jak plan treningowy.

W dniu pisania pierwszej wersji wszystko miałem już przygotowane na następny dzień. Byłem tuż przed rozpoczęciem zmian i ciekawy efektów. Ten wpis opisuje punkt wyjścia, a nie wynik całej współpracy.

nikalab: białko waniliowe i Baza na co dzień. 15% zniżki na hasło THESOR.

Biegacz u dietetyka: co dziś doprecyzowuję

Z otwarcia usunąłem hasło „70% dieta, 30% trening”. Dobrze brzmiało, ale nie było miarą tego, co decyduje o wyniku. Podobnie nie chcę opisywać tkanki tłuszczowej wyłącznie jako zbędnego „plecaka”. Mój cel estetyczny i sportowy był osobisty; nie powinien stawać się presją na czyjąś wagę.

Współczesny konsensus Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o REDs wskazuje, że problematycznie niska dostępność energii może szkodzić zdrowiu i wynikom sportowym kobiet i mężczyzn. To powód, by redukcję masy rozpatrywać z uwzględnieniem potrzeb treningowych, a nie traktować niższej liczby na wadze jako celu za wszelką cenę.

Podsumowanie i dalsze efekty

Czy było warto pójść do dietetyka? Na tym etapie zyskałem przede wszystkim punkt wyjścia i konkretny kierunek pracy nad odżywianiem. Chciałem przestać działać zrywami i włączyć jedzenie do przygotowań równie świadomie jak trening.

Co wydarzyło się później? Przeczytaj „Biegacz u dietetyka — wnioski”. Cały kontekst przygotowań znajdziesz na stronie projektu Crushing3.

To osobista relacja z konsultacji, a nie indywidualny plan żywieniowy dla czytelnika. Banery w treści zawierają linki afiliacyjne.

NEWSLETTER THESORWBIEGU

Biegasz, startujesz, planujesz kolejne zawody?

Dołącz do TheSorWBiegu. Praktyczne materiały o bieganiu, przygotowaniu do startów, sprzęcie i regeneracji — prosto na mail.

Zapisując się, zgadzasz się na otrzymywanie newslettera TheSorWBiegu. Z subskrypcji możesz zrezygnować w każdej chwili. Polityka prywatności.

3 komentarze

  1. Czy jest wpis 'po’? Jak zapatrujesz się na stosowanie koncentratów białkowych? W tle trening kataloński.

    • Cześć, tutaj niestety muszę się uderzyć w pierś. Nie napisałem tego po… generalnie w pewnym momencie odpuściłem eksperyment, nie do końca dobrze się czułem i jedzenia miałem trochę za mało, przyszło osłabienie. Zmieniłem trochę na własną rękę wskazania – starałem się nadal zdrowo odżywiać, ale już bez parcia na zrzucenie wagi. Mogę powiedzieć, że to był strzał w dziesiątkę. W Manchesterze ważyłem jakieś 68kg, ale za to byłem silny i przede wszystkim szybki. W dużej mierze dzięki dobrej (chociaż nie bardzo restrykcyjnej) diecie. Co do suplementów, praktycznie w ogóle nie korzystałem poza vitaminą D i wyciągiem z kurkumy. Jedynie po mocnych treningach siłowych brałem BCAA – ale nie po bieganiu.

Zostaw odpowiedź